czwartek, 15 lutego 2007

Pomysł numer 3

Pomysł numer 3 jest dość banalnym i typowym – pisanie o sobie. Nie jest to pomysł oryginalny i błyskotliwy, a blogi autotematyczne są przeważnie bardzo nudne i nieciekawe, no chyba, że autor owego jest jakąś ciekawą, sławna i nieprzeciętną osobą. Po krytycznym spojrzeniu na siebie stwierdziłem, że NIE JESTEM niestety sławny, bogaty, nie prowadzę ciekawego trybu życia, nie spotykam ciekawych ludzi, nie podróżuję, więc informacje zamieszczane zgodnie z Pomysłem numer 3 będą interesowały tylko mnie, no i może moja mamę, jak jej ktoś przekaże linka. Sam wolę blogi, które z założenia są o czymś.

„Wydaje mi się, że jesteś student więc może napiszesz coś o sesji? A jak jesteś już po, to być może coś o świętowaniu?”

Proszę bardzo. Na wstępie zaznaczam, że tekst jest o sesji na dość prestiżowej uczelni (UW), ale nie dość prestiżowym i wymagającym kierunku (ekonomii), gdzie raczej się nie ściąga.

Sesja z założenia to taki bardzo nieprzyjemny, niepotrzebny, stresujący, irytujący okres pod koniec stycznia, początku lutego lub w czerwcu (koniec maja początek czerwca – na UW 2 lata temu), w czasie którego sprawdzana jest twoja wiedza, umiejętności zdobyte podczas całego semestru, lub roku, gdzie decyduje się twój budżet na przyszły rok (stypendium), twoja samoświadomość naukowa: negatywna „kurwa jaki ja głupi jestem, uczyłem się 2 tygodnie no i co i kurwa 2 !” pozytywna „kurwa jaki ja fajny jestem – uczyłem się jeden wieczór i mam 4,5, a mówili, że trzeba zasuwać, chodzić na wykłady. DURNIE”. Powstają różne teorie spiskowe „Kurwa ale chuj, wszystkim laskom postawił po 4,5, a mnie męczył”, przeróżne strategię „Ty jak wejdziemy szybko do sali to usiądziemy obok siebie i będzie można współpracować”

2piwa przeważnie lubił czas sesji, jakoś mu się podobało, że nie musi chodzić na zajęcia, że ma egzaminy fajnie rozłożone (tylko pierwsze 2 lata), że może wstać, wypić kawę i napierdalać, jakoś lubił się uczyć, czuł, że mimo tego, że obijał się cale pół roku, to jednak coś robi. Generalnie nie wpadał w panikę. No może przesadzam z tym, że nie wpadał w panikę, znany był z ciągłego powtarzania zwrotu „kurwa jaki ja głupi jestem, kurwa dlaczego nie uczyłem się wcześniej”, z którego przeważnie był wyśmiewany. Ale zawsze w jakiś tajemniczy sposób zbierał się, siedział do 4 am., nawet kilka razy z rzędu i jakoś wszystko zaliczał w pierwszym terminie (pierwsze 2 lata)

Niestety wszystko, co dobre przeważnie się kończy, nie inaczej było w przypadku 2piwa. Wszystko zaczęło się prawdopodobnie od socjologii, która 2piwa traktował po macoszemu, bo dostał się na ostatni miejscu, a do egzaminów wstępnych się nie uczył („Wtedy po razy chyba drugi w życiu pomyślał sobie BŁĘDNIE oczywiście, że „Wcale taki GŁUPI NIE JESTEM, i może coś w życiu osiągnę”) i gdzie pierwszy raz nie podszedł do jakiegoś egzaminu w I terminie w sesji, a w sesji letniej chyba do wszystkich. To tam dowiedział się, że emocjonowanie się I terminem jest bardzo lamerskie, że prawdziwy kop i podwyższone bicie serca pojawia się podczas II terminu, szczególnie gdy uświadomi się, że własne nieróbstwo może kosztować ciebie aż 400 zł ( 200 piw, powtarzam 200 piw !!). To tam zobaczył, że ludzie którzy nie zdają wszystkiego za pierwszym razem to też ludzie.

Ostatnia sesji była jedną z najlżejszych w życiu 2piwa. Miał tylko 3 egzaminy (ASC , TU i angielski) no i jeszcze jedno duże kolokwium (PG). Pomimo tego plan miał oczywiście jak zawsze bardzo ambitne, postanowił nauczyć się większości w przerwie świątecznej. Wziął skrypty do domu, położył na półce i włożył do plecaka jak wyjeżdżał. Wrócił do Warszawy oczywiście 3 dni wcześniej niż mógł, z postanowieniem nauki by nie było wątpliwości.

Nie będę pisał jak sesja wyglądała, przedstawię ją za pomocą statystyk.

Ilość Egzaminów - 4 (plus 3 socjologia)
Ilość Zaliczonych Egzaminów – 0 ( 0 )
Ilość Obecności na Egzaminach – 0 ( 0)
Ilość czasu poświęcona na naukę do każdego egzaminu, a w nawiasie czas do nauki w sesji:
ASC – 4 h ( 3 dni )
PG – 5 h (dość dużo, bo po braku obecności na 1 kolokwium 2piwa miał zamiar iść do innej grupy tydzień później)
TU – 10 min ( 5 dni)
Angielski – 0 (tu akurat nie dużo – chociaż cale pół roku)
Socjologia – w sumie wszystkie egzaminy 0 (brak danych – bo 2piwa nie wiedział kiedy miał egzaminy na socjologii)


GŁÓWNE KONSEKWENCJE

Sesja w marcu (są już zajęcia)
Część znajomych się z niego śmiała, śmieje, uśmiecha z politowaniem, wywyższa wzrokiem
Rodzice mają go za obiboka, lenia, który nic przez pół roku nie robi
Chyba już nie będzie studiował socjologii
Musi się kiedyś w końcu zacząć uczyć



To by było na tyle o mojej sesji i o moje skromnej osobie.



 

2 komentarze:

Marta pisze...

Powiedz mi, skad znalazles tyle czasu i sil na zrobienie tego wszystkiego w sesji?

2piwa pisze...

Nie rozumiem co to znaczy "tego wszystkiego", jeśli chodzi o blog - to pierwszy wpis jest z 04.02, a ja ostatni egzamin, na który nie poszedlem mialem 02.02 ...
zreszta w czasie sesji rowniez mialem bardzo duzo wolnego czasu :)